o Mnie

Jan Maria Fijora

Nazywam się Jan Maria Fijor, przyszedłem na świat w Zakopanem, mieście pięknym i przeze mnie ukochanym, 16 czerwca w XX wieku. Pod Giewontem ukończyłem szkołę powszechną i Liceum Ogólnokształcące im O. Balzera, po czym wstąpiłem na Uniwersytet Jagielloński, gdzie po pewnych trudach w 1971 roku ukończyłem wydział matematyczno-fizyko-chemiczny, uzyskując magisterium z chemii kwantowej.

Przez kilka lat błąkałem się po wydziałach filozofii UJ, a później Uniwersytetu Warszawskiego, mając nadzieję na doktorat. Nic z tego nie wyszło. Moja wina. Ponaglany przez Pełnomocnika ds. Zatrudniania Absolwentów Szkół Wyższych podjąłem pracę technologa w półprywatnej firmie kosmetycznej INCO, gdzie zetknąłem się po raz pierwszy z zarządzaniem i biznesmen w ogóle. Po kursach uzupełniających z dziedziny informatyki, zostałem zatrudniony (na krótko) w magistracie stołecznym, gdzie miałem służyć jako doradca prezydenta Warszawy ds. informatyzacji. Służyłem krótko ze względu na brak należytej postawy ideowej, która w tamtych czasach była najważniejsza. I właśnie wtedy, w połowie 1978 roku otrzymałem propozycję z redakcji „Słowa Powszechnego”, aby poprowadzić cotygodniową rubrykę pt. „Porady chemika”. To był mój debiut dziennikarski. Nabrałem szlifów w czasie Mundialu 1978 w Argentynie, dokąd wyjechałem po 9 latach nieustannych odmów paszportowych, jako sprawozdawca „Słowa” z piłkarskich Mistrzostw Świata.

W trudnym stanie wojennym zostałem z pracy usunięty, potem przyjęty, potem znowu usunięty. Pisywałem jako free-lancer do: „Przeglądu technicznego”, „Kierunków”, „Przeglądu Sportowego”, „Polityki” i paru innych pism. Ponieważ jednak mój charakter był równie trudny co czasy, w jakich przyszło mi działać, musiałem Polskę opuścić, nie licząc nawet, że kiedykolwiek do niej wrócę.  W 1985 roku wyjechałem ukradkiem do Stanów Zjednoczonych.

Spędziłem w Ameryce (USA i Meksyk) prawie 17 lat. Sprzątałem biura, byłem barmanem, sprzedawałem okna, byłem pośrednikiem w nieruchomościach, agentem ubezpieczeniowym, miałem klub bluesowy, niewielką serowarnię, by na koniec zostałem maklerem w dużej firmie finansowej Metlife Financial Services. Pisałem też do prasy polonijnej („Kurier chicagowski”) i krajowej („Najwyższy Czas!”), działałem w radio i tv, przez osiem lat wydawaliśmy z żoną miesięcznik „Kobieta”, jedyne polskojęzyczne, konserwatywne pismo dla kobiet. Z niego powstało później wydawnictwo „Kobieta” (debiut: Rush Limbaugh „Właściwy porządek rzeczy”) i wreszcie Fijorr Publishing.

Lubię podróże, a zwłaszcza przygody – zwiedziłem do tej pory (13 grudnia 2016) 145 krajów, w tym tak egzotyczne, jak: Surinam, obie Gujany, Fiji, Vanuatu, Madagaskar, Malawi, Bhutan. Rwanda, Burundi, Haiti czy Myanmar. W samej Ameryce Łacińskiej, do niedawna moim ulubionym regionie, byłem przynajmniej 100 razy. Spisuję te swoje przygody i mam nadzieję je wydać w 2017 roku, tym bardziej, że jest co: 4 Mundiale piłkarskie, wyrok 10 lat więzienia w Peru, spotkanie w cztery oczy z generałem Pinochetem, potem w Chiapas, z subkomendante Marcosem, wyciągałem ludzi z więzień (Panama, Abu Dabi). wspólnik ukradł mi hotel na Karaibach  i parę innych nietuzinkowych historyjek.

Po 18 latach pobytu na drugiej półkuli wyemigrowałem po raz drugi, tym razem z Ameryki do Polski. Z obu emigracji jestem bardzo dumny i szczęśliwy. W nowej Polsce, rozpocząłem, nowy rozdział życia, rozbudowując wydawnictwo do rozmiarów największej w Polsce wolnorynkowej (szkoła austriacka) oficyny wydawniczej, a później, wraz z Kamilem Cebulskim zakładając największą w kraju szkołę przedsiębiorczości, ASBIRO. A ponieważ nie przestałem szukać prawdy, nie godzę się z lewicą, etatyzmem, dziadostwem i biedą, postanowiłem rozpocząć ten mój blog Milion plus. Na razie to wszystko