Prognoza gospodarcza na 23 sierpnia 2017

Ucieczka z banku

Główny Urząd Statystyczny poinformował właśnie, że w przeciwieństwie do lokat bankowych, wzrasta zainteresowanie obligacjami i innymi papierami wartościowymi. W lipcu 2017 klienci detaliczni wydali na obligacje skarbowe ok. 492 mln zł, o prawie 4 procent więcej niż miesiąc wcześniej, i o ok. 20 procent więcej niż w lipcu 2016. Tempo wzrostu zakupów obligacji przypomina  okres z przełomu 2007 i 2008 roku. Odbywa się to kosztem spadku depozytów w bankach.

Konfiskata

Mainstreamowe media wyciągają z powyższych danych wniosek, że wzrost inwestycji w obligacje jest skutkiem spadku rentowności lokat bankowych.

Problem w tym, że oba te narzędzia finansowe (lokaty i obligacje) prezentują różne poziomy ryzyka. Posiadaczowi lokat bankowych zależy na rentowności, głównie jednak na bezpieczeństwie i dlatego idzie do banku. Dlaczego nagle zapragnął kupić obligacje? Przecież one są znacznie bardziej od lokat ryzykowne. Nawet obligacje skarbowe, które są pożyczkami udzielanymi państwu, niosą ze sobą dość znaczne ryzyko straty na kapitale. Trudno uwierzyć, żeby bodźcem powstrzymującym przed lokowaniem w depozyty terminowe była wyłącznie perspektywa poprawy rentowności z 1,5 procent (lokaty) do 2 procent (obligacje).

Musi istnieć jakiś inny mechanizm, jakiś inny bodziec, który zachęca klientów bankowych do zabierania swej gotówki. Jaki? Być może jest nim podjęta niedawno przez unijny bank centralny (ECB) decyzja o możliwości wstrzymania wypłat z kont bankowych, czy innych instytucji finansowych zagrożonych upadłością. Wstrzymanie wypłat to eufemizm równoznaczny z konfiskatą pieniędzy. Wiedzą o tym od 4 lat Cypryjczycy, od dwóch lat wiedzą i Grecy. Podobno prawo o zamrożeniu wypłat funkcjonuje także i u nas. Piszę: podobno, bo rzecznik prasowy Komisji Nadzoru Finansowego twierdzi, że to plotka medialna.

Bez względu na to, jak jest naprawdę, samo dopuszczenie myśli o przywileju zezwalającym  bankom położyć rękę na naszych oszczędnościach jest nieludzkie, żeby nie powiedzieć bezprawne. Jakim prawem państwo pozwala upadającym bankom ratować się przy pomocy pieniędzy ich klientów? Dlaczego tylko bankom? Przecież to jest konfiskata, a właściwie kradzież w majestacie prawa. Pisanie, czy mówienie o trosce rządu w stosunku do oszczędności obywateli to ponury żart.

Długi

Mimo iż naiwność ludzka, oraz cynizm rządzących  nie znają granic, zaś odsetek ludzi, których perspektywa nowego ustawodawstwa zmobilizuje do działania, czyli do ucieczki z banków, przy istniejącym poziomie obowiązkowych rezerw bankowych, nie przekroczy 20 procent stanu depozytów, wystarczy to, żeby w systemie bankowym, w którym rezerwa obowiązkowa wynosi od 3,5 do 12 procent zabrakło gotówki.

Tym co doprowadzić może banki do pełnego paraliżu jest rosnące zadłużenie budżetowe w czołowych krajach Zachodu. Zwłaszcza, że pomimo braku pieniędzy, rządy UE, USA, UK czy Włoch forsują pogłębianie się deficytu. Widać to wyraźnie także w Polsce, gdzie zadłużenie państwa zbliżyło się do poziomu niewypłacalności. Co gorsza, znajdujący się na granicy bankructwa rząd prześciga się w pomysłach na dalsze życie na kredyt; po nacjonalizacji PZU, funduszach 500+, przyszło Mieszkanie plus, oraz postępująca (rzekomo niezbędna) renacjonalizacja banków. Mantrą rządu stała się konieczność rozbudowy przemysłu stoczniowego, który w ciągu minionych kilku lat sam się odbudował i zmierza do czołówki europejskiej. Ostatnim hitem zdesperowanego ministra ds. rozwoju jest renacjonalizacja…Polskich Kolejek Linowych. Deficyt rośnie!

Nie dość, że rząd nie ma koncepcji odbudowy finansów publicznych, nikt się nad tym nawet nie zastanawia. Jedno, o czym myślą na Wiejskiej czy w Alejach Ujazdowskich to, w jaki sposób „legalnie” skorzystać z pieniędzy obywateli zgromadzonych na ich kontach bankowych. Bez tych pieniędzy niewypłacalność obligacji jest tylko kwestią czasu.

Uświadamianie obywatelom, że banki będą mogły tylko w wyjątkowo szczególnie niesprzyjająco absolutnie unikalnych okolicznościach zatrzymać nasze oszczędności i lokaty na „zaledwie” 5 dni, no, najwyżej 20 dni, albo…nieco dłużej – może nie wystarczyć. I chociaż zagrożenie dostrzega jedynie 10 czy 20 procent Polaków, gdy oni wycofają swoje pieniądze z systemu bankowego, system ten padnie.

Rezerwy

W Polsce, gdzie rezerwy obowiązkowe rzadko kiedy przekraczają 10 procent wkładów, wyciągnięcie 12 procent stanu kont oznacza run na banki. To teoria – mówią oficjele z KNF, dodając: – Polacy zachowają zimną krew. Skąd więc ten gwałtowny odpływ gotówki z banków? I dyskusje nad tym, dokąd z tą gotówką uciec.

W ciągu minionych dwunastu miesięcy (od lipca 2016) klienci indywidualni wycofali z banków ponad 17 mld zł, z czego 94 procent tej kwoty wyjęto w obecnym roku. Spadająca rentowność lokat to tylko wierzchołek góry lodowej, której na imię strach. Tym bardziej, że wraz z dobrą zmianą rośnie podaż pieniądza inflacyjnego z NBP.

To wszystko zdopinguje w końcu Kowalskiego do zabrania pieniędzy z banku i pozbycia się ryzyka.

Na kupowaniu obligacji się nie skończy. Transfer z lokat do depozytów nie jest żadnym wyjściem, bo paraliż banków spowoduje również ucieczkę od obligacji. Czy to jest czarnowidztwo? Wątpię. Paniki wprawdzie jeszcze nie ma, ale inflacja w lipcu 2017 sięgnęła w Polsce poziomu 10 procent. Tym m.in. należy tłumaczyć boom na rynku nieruchomości, który – poza chęcią ucieczki z banku, a dokładniej chęci pozbycia się gotówki – nie ma praktycznie żadnego racjonalnego uzasadnienia. Ziemi rolnej kupić nie można bo rynek sparaliżowany patriotyczną ustawą o polskości gleby. Giełda wprawdzie znajduje się z fazie byka, ale co to za giełda. Więcej spółek się z niej wycofuje niż na nią wchodzi. Inwestycje w biznes też dołują. W obliczu ciągłych gróźb, wygrażań, uszczelnień i opresyjnych kar dożywocia za błąd w dacie na fakturze, niewielu ma ochotę ryzykować działalnością gospodarczą. Złoto? Srebro? To jest jakieś rozwiązanie, ale gdzie je ukryć? Niewielkie ilości można trzymać nawet w bloku, ale jeśli proceder się upowszechni, wzrośnie ilość włamań i napadów. Zdezorientowana policja, a nawet hufce bojowe ministra Macierewicza nie dadzą sobie rady z przestępczością.

Sceptykom przypomnę starą zasadę mówiącą, że to co się może zdarzyć, zwykle się zdarza. Jedynym ratunkiem wydaje się w tej sytuacji koncepcja społeczeństwa bezgotówkowego. Ale to wcale nie jest mniejsze zło – to katastrofa, o której napiszę w którejś z kolejnych prognoz gospodarczych.

Jan  Bereta

milionerstwo.pl

Tagi: , , , , , , , , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis

Komentarze

  1. Odpowiedz

    Myslę,ze chodzi tutaj równiez o fakt wiekszego zarobku na wynajmie. Lokaty są nisko oprocentowane. Ludzie wolą zarobić te 6-7% na wynajeciu nieruchoosci niz trzymać pieniądze na lokacie oprocentowanej na 2%.
    Jest to również o wiele bardziej pewna rzecz niż sama waluta.

    1. Odpowiedz

      Trzeba jednak pamiętać, że w obowiązującym systemie wymiaru niesprawiedliwości pozbycie się niechcianego lokatora potrafi zaćmić najwyższe dochody z wynajmu mieszkań. Ukłony

    • Please
    • 25 sierpnia 2017
    Odpowiedz

    Jak to inflacja 10% jak to policzone lub gdzie opublikowane?

    1. Odpowiedz

      w lipcu wzrost cen wyniósł 0,8 proc. w skali roku oznacza to 12×0,8 proc. = 9,6 proc.

        • Chris
        • 27 sierpnia 2017
        Odpowiedz

        0,8% ale rdr
        W 2017 wyniesie ok. 2% podana przez NBP. Realna dla szaraka ok 4-5%.

    • Jacek
    • 25 sierpnia 2017
    Odpowiedz

    Chyba nie znasz drogi Janku najnowszego (działa już od prawie 2 lat jeśli nie dłużej) sposobu na niechcianych lokatorów. Nazywa się on najem okazjonalny. Podpisujesz akt notarialny w którym najemca oświadcza (może być żyrant), i podaje adres pod który się wyprowadzi jeśli nie będzie regulować należności i z tym aktem można eksmitować najemcę bez problemu. Koszt takiego aktu to pi*oko 300pln. Warte swojej ceny.

    1. Odpowiedz

      Można też wyeksmitować siłą, ale to nie jest wyjście. Rząd ma pilnować prawa własności prywatnej,
      w przeciwnym razie lokatorzy zagwizdają nam na nosie.
      Ukłony

  2. Odpowiedz

    A powiedz mi drogi Jacku, co uczynisz, jeśli lokator, mimo podpisania umowy notarialnej o zrzeczeniu się lokatorszczyzny, nadal pozostaje lokatorem, z tym, że nie płaci czynszu? Notarialność umowy nie zwiększa siły jej funkcjonalności. Ukłony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

27 udostępnień