Czyj sukces, czyja porażka

Zmiana na stanowisku premiera jest okazją do analizy dokonań odchodzącego gabinetu. Zdymisjonowana premier, Beata Szydło, podkreślała na odchodne swoje sukcesy. NIESTETY, z długofalowej perspektywy, sukcesy okazują się jednak porażkami. Najgorsze jest to, że podobno to nie p. Szydło była twarzą tych zmian, lecz nowy premier, Mateusz Morawiecki. Spróbujmy przeanalizować najważniejsze z osiągnięć zmieniających się premierów.

  1. Program 500 plus 200

To największy program socjalny w historii Polski, a może i świata. Powstał podobno w umyśle prof. Juliana Auleytnera, który – jak przystało na marksistę i specjalistę od sprawiedliwości społecznej – dla sfinansowania go nie zawahał się sięgnąć do portfeli Polaków (tych biednych także), nie policzywszy nawet czy ma to sens. Pomysł okazał się sukcesem, ale tylko wyborczym. Gospodarczo jest to porażka. Nie dość, że koszt przyrostu dzietności jest gigantyczny, to na dobrą sprawę nie wiadomo, czy wzrost ten jest rezultatem programu 500, innych programów socjalnych, czy po prostu pojawił się niezależnie od nich. Przecież w dawnych czasach dzieci przychodziły na świat nawet pod nieobecność socjalu. . W każdym razie, w ciągu dwóch ostatnich lat urodziło się o 13 tysięcy dzieci więcej niż poprzednio, jeśli na program wydano 500+ kwoty rzędu 25 mld złotych znaczy to, iż jedno takie dziecko ekstra kosztuje nas ok. 2 mln złotych!

Program jest robiony na kredyt. Nie stać na  niego. Jego koszty wraz z odsetkami pokryją podatnicy, w dużym stopniu beneficjenci 500+, albo ich dzieci. Nie wiadomo więc, ile dzieci – z powodu obciążenia podatników spłatą kredytu – się wtedy nie urodzi.

Opowieści o tym, że 500+ wspiera gospodarkę można włożyć między bajki. Z jednej strony pieniądze, które można by przekazać na inwestycje,  idą na konsumpcję, co nie jest dobre, bo przejadamy majątek. Z drugiej wiadomo, że obywatel lepiej używa środki, które ma w kieszeni niż rząd, który mu je z niej zabierze. Wspomnę tylko o demoralizacji i dezorganizacji rynku pracy, jaka temu programowi towarzyszy.

  1. Najlepszy budżetów w historii.

Budżet, który się mija z rzeczywistością nie jest dobry, lecz zły. Nawet, gdy wydajemy mniej niż planowali twórcy budżetu. Pomijając przedwczesne zachwyty nad budżetem (opartym w dużym stopniu na kredycie i konfiskacie) pamiętajmy, o tym, co napisałem powyżej; pieniądz z kieszeni obywatela jest dwukrotnie skuteczniej wydany niż robi to państwo. Im mniejszy budżet państwa, tym mniejsze państwo; im mniejsze państwo, tym więcej wolności dla obywatela, a ta przekłada się na wyższy wzrost i prosperity. Wystarczy przypomnieć sobie gorączkę przedsiębiorczą towarzyszącą wprowadzeniu ustaw Wilczka.

  1. Wzrost dochodów z podatków, w tym VAT

Tego, jaka jest przyczyna wzrostu podatku VAT, tak naprawdę, nie wiemy. Wiemy za to, że im wyższy podatek, tym gorzej dla obywateli. Państwo (politycy) i ich akolici (krewni i kolesie) mają się nieźle, ale my, zwykli ludzie, którzy to wszystko finansują – źle. Pomijam koszty stosowania terroryzmu fiskalnego w postaci dodatkowych programów księgowych, nieprzespanych nocy i strachu przed fiskusem. Wzrost dochodów podatkowych, z którego chlubi się Mateusz Morawiecki, to porażka narodu. To dowód na to, że władza traktuje Polaków jak bezmyślne dzieciaki, za których musi myśleć, robić zakupy, ubierać je i wychowywać. Gros podatków idzie na działania sprzyjające władzy, a nie obywatelom. Koszula polityka jest szczególnie bliska jego ciału.

  1. Plan Morawieckiego

Strategię na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, czyli najważniejszy plan drogowy rządu Beaty Szydło – zanim jeszcze ujrzał światło dzienne – również należy uznać za porażkę ekipy Zjednoczonej Prawicy. Nikt lepiej nie wie o tym, w co, kiedy, ile i jak należy inwestować, niż ktoś kto ponosi koszty tej inwestycji i bierze za nią odpowiedzialność. Rząd wydaje nie swoje pieniądze i nie bierze za nie żadnej odpowiedzialności. To recepta na marnotrawstwo. Dlatego właśnie upadł PRL. Ani p. Szydło, ani p. Morawiecki, p. Kaczyński, Błaszczyk, Ziobro i inni, którzy mają decydować o inwestycjach planu Morawieckiego przez 5 minut nie pracowali na swoim. To tak, jakby zlecić szewcowi wykonanie operacji na otwartym sercu tylko dlatego, że umie zszywać skórę.

  1. Repolonizacja banków zagranicznych, m.in. Pekao.

Równie dobrze można by repolonizować fabrykę syrenek, polonezów, nysek etc. I zabronić Polakom jeździć toyotami, mercedesami, hondami, czy nawet VW. Traktowanie importu jako wrogiej agresji na naszą gospodarkę to paranoja domagająca się interwencji psychiatrów. Zamiast kupować to, co polskie, lepiej zrobimy kupując to co lepsze. Wtedy w majątku narodowym znajdzie się lepsze, a nie polskie. Gwarantuję jednak, że w takiej sytuacji, to co polskie samo zacznie być lepsze, tak jak się to stało z polską żywnością, meblami, bankami, obuwiem, kosmetykami, jachtami, lekarstwami, oknami i wieloma innymi wyrobami, jakie – przymuszone do konkurencji z Zachodem – polskie firmy, bez pomocy rządu, wywindowały na poziom światowy. Rząd pogrąża gospodarkę żeby nie być gołosłowny, przypomnę porażki z kilku ostatnich tygodni (które kiedyś odtrąbiono jako sukces): grafen oraz gaz łupkowy.

  1. Podniesienie płacy minimalnej

Jest ono równoznaczne z odgórnym pogorszeniem poziomu życia tych, który zarabiają więcej niż minimum. Zamiast zmusić ludzi do uzupełnienia wykształcenia, nauki fachu czy poprawy ethosu pracy i w ogóle nauczyć ich zarabiać pieniądze, rząd wraz ze związkami zawodowymi nakazuje pracodawcom, aby płacili bez względu na to, czy się stoi, czy się leży. A przecież ludzie zarabiają tyle, ile warta jest ich praca pomniejszona o zysk pracodawcy. Ktoś, kto pod przymusem rządu ma dostać więcej niż jest w stanie wyprodukować, albo sam traci zatrudnienie, albo pracuje kosztem pogorszenia poziomu życia innych. Co więcej, powoduje też, że konsumenci tak produkowanego dobra muszą za nie płacić więcej bez względu na jego jakość czy użyteczność. Płaca minimalna nie poprawia bytu najbiedniejszych, ona mu wręcz zagraża. Pogarsza też ogólny bilans gospodarczy.

Jan Bereta

P.S. Atutem tej, kolejnej już dobrej zmiany może być to, że nowy premier jest człowiekiem bogatym i pracował wiele lat w firmie prywatnej. Co prawda nie we własnej, i nie na stanowisku operacyjnym, ale widział i czuł w kieszeni zależność między wynikami a dochodami. Czy oznacza to, że dbając o własną kasę, zadba przy okazji także o nas, przedsiębiorców, okaże się za kilka miesięcy.

Tagi: , , , , , , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

0 udostępnień