Najczęstsze błędy finansowe (4)

Kontynuuję listę najczęściej popełnianych pomyłek finansowych. Uważam bowiem, że samo zarabianie czy posiadanie majątku nie wystarczy. Pieniądz nie robi pieniądza, jak się powszechnie uważa. Majątek powstaje w wyniku pracy, oszczędności i przezorności w utrzymywaniu i lokowaniu go.

VIII Nie trać, jeśli nie musisz.

Ta, z pozoru banalna uwaga, odnosi się głównie do inwestowania w papiery wartościowe, może jednak znaleźć wykorzystanie w innych dziedzinach np. w obrocie nieruchomościami. Zdarza się i to wcale często, że notowania akcji czy udziałów w spółkach zaczynają tracić na wartości. Co w takiej sytuacji robi przeciętny Kowalski? Chwilę czeka, a gdy już uzna, że sprawa jest jego zdaniem przegrana swoje inwestycje sprzedaje i to nawet wtedy, gdy cena zbycia akcji/udziałów jest niższa niż cena, po jakiej je kupił. Uzasadnienie tej decyzji jest z pozoru logiczne: lepiej stracić 15 procent aktywów niż wszystko. To prawda, ale przecież spadek ceny („rynek niedźwiedzia”) nie musi być wcale trwały. Może on być równie dobrze (a) wynikiem chwilowej korekty, czy (b) skutkiem załamania koniunktury gospodarczej, a   nawet kryzysu. Jeśli jednak zainwestowaliśmy nasze pieniądze racjonalnie, a to oznacza, że ulokowaliśmy nadwyżkę środków, bez których śmiało  możemy żyć bez narażania się na głód, czy nędzę, wówczas zapominamy o naszej stracie i czekamy aż trend się odwróci i cena wzrośnie do poziomu gwarantującego zysk. Może to potrwać 10, czy 15 lat, niekiedy nawet dłużej.

Dlatego pamiętajmy, że na krótki termin można co najwyżej spekulować. A my, jak na razie nie jesteśmy blogiem dla spekulantów giełdowych.    

Co jednak począć, gdy mamy do czynienia z opcją (c), to znaczy, gdy spadek ceny jest trwały, gdyż jest rezultatem  upadku firmy, do której nasze aktywa się odnoszą. Coś takiego się zdarza, ale bardzo rzadko, i przeważnie wtedy, gdy przekroczyliśmy granice rozsądku, czyli granice własnej tolerancji ryzyka. Na coś takiego mogą sobie pozwolić jedynie zawodowcy.

Adresaci tego bloga mają się kierować pokorą; kupować akcje z rynku branż ustabilizowanych, oraz firm pewnych, posiadających długą historię płacenia dywidendy. Takie założenie uchroni nas przed nieodwracalną stratą.

Sprzedawanie pod wpływem impulsu czy chwilowej bessy nie ma więc najmniejszego sensu.

P.S. Zasadom racjonalnego i bezpiecznego inwestowania w papiery wartościowe poświęcę jeszcze niejeden odcinek. Wszystko w swoim czasie. To nie jest temat na dzisiejsze czasy. Dzisiaj czasy są trudne. Zaczniemy kupować papiery wartościowe, gdy już kryzys wybuchnie na dobre – wtedy będą tanie.

IX Nie żyruj nikomu!

Ktoś z naszych krewnych, bliskich, czy przyjaciół chce, dajmy na to, kupić na kredyt samochód, czy meble, niestety, instytucja finansująca transakcję uważa, że jego osobiste poręczenie – dochód, czy historia kredytowa – nie są niewystarczające. Proponuje więc, aby przedstawił kogoś, kto weźmie na siebie gwarancje spłaty tej niepewnej pożyczki. Taki dodatkowy poręczyciel nazywa się potocznie żyrantem, Kredytobiorca zwraca się  więc do nas z prośbą o wcielenia się w rolę żyranta. Co w takiej sytuacji począć? Czy mamy się na to zgodzić się? Na jakich warunkach?

Być może zabrzmi to brutalnie, ale moim zdaniem należy żyrowania kategorycznie odmówić.

Jeśli dla banku, czy innej profesjonalnej instytucji kredytującej, a więc dla firm żyjących z udzielania pożyczek zdolności płatnicze naszego przyjaciela, czy kuzyna są niewystarczające, innymi słowy, są one dla nich zbyt ryzykowne, tym bardziej będą one ryzykowne dla nas: amatorów. Właśnie dlatego należy stanowczo odmówić. Ja wiem, że to niezręczne, czy wręcz przykre. Proponuję jednak taką argumentację:

Od pożyczania są bogate banki. Jeśli one nie chcą ci pożyczyć, znaczy, że nie jesteś wypłacalny/a. W takiej sytuacji, ja, ze swoimi skromnymi zasobami i możliwościami, tym bardziej nie jestem w stanie brać na siebie takiego ryzyka. Poczekaj trochę, oszczędź więcej na wpłatę własną i wtedy bank ci na pewno pożyczy.   

Pamiętajmy, że zgadzając się na żyrowanie komuś bierzemy na siebie odpowiedzialność za cały jego kredyt. Jeśli on nawali, będziemy go spłacać za niego. Co więcej, ten kredyt obciąża nie tylko naszą zdolność zaciągania długu, on wpływa także na naszą historię kredytową. Jeśli bank zmusi nas do spłacania kredytu, który ktoś inny przestał zaspokajać kilka miesięcy, temu, spóźnienie to przejdzie automatycznie na nasze konto i może je zrujnować na wiele lat.

Chcecie wesprzeć bliska wam osobę w trudnej sytuacji? Podarujcie jej jakąś kwotę czy inny prezent, ale nie bierzcie na siebie zobowiązań, na które  nie macie wpływu.

To, że dana osoba nie otrzyma kredytu na samochód, czy meble, i będzie musiała odłożyć ich zakup na kilka, czy kilkanaście miesięcy nie będzie tragedią. Powiem więcej, w rezultacie zrobicie jej przysługę. Rozwaga przy zakupach nierzadko je racjonalizuje i pozwala na znalezienie lepszej opcji niż zaciągnięcie długu. Pomijam ryzyko popsucia sobie z nią dobrych stosunków.

Powyższe zasady obowiązują także nas. Nie szukajmy żyrantów na własne kredyty, bądźmy sami za nie odpowiedzialni., Wzajemne zobowiązania są zwykle bardziej kosztowne niż korzyść jaką spłacamy. Nieopatrznie podpisana zgoda na żyrowanie nie dość, że zburzyła nie jedną przyjaźń, czy nawet relację rodzinną, burząc na dodatek stabilność finansową obu stron.

Cdn.

Jan M Fijor

Milionerstwo,pl

Tags: dług, giełda, kredyt, kryzys, odpowiedzialność, ryzyko, spekulacja, upadek, żyrant

Related Posts

Previous Post Next Post

Comments

    • Wojtek
    • 26 stycznia 2020
    Odpowiedz

    Cześć Janku,

    po pierwsze dziękuję za przekazywaną wiedzę.
    Noszę się z zakupem złota, patrzę jak kurs to wzrasta to spada i cały czas czekam. Zakup ma być głównie pod przechowanie wartości na czas inflacji, chociaż wiadomo, że na wzrost się nie obrażę 🙂
    Nurtuje mnie jednak pewne pytanie (wydaje sie nieco trywialne): kupuję złoto w mennicy i je sobie mam. Załóżmy, że wzrasta cena albo z jakiegoś powodu potrzebuję to złoto zamienić znowu w gotówkę – gdzie w takim wypadku to zrobię? W mennicy? Lombardzie? Na targu :)?
    Wiem, że w przypadku kryzysu będę mógł za złote monety coś po prostu kupić, ale mówimy o sytuacji kiedy kryzys jeszcze nie wybuchł i papier ma jeszcze tą swoją teoretyczną „wartość”.

    Z góry dziękuję za odpowiedź.
    Pozdrawiam 🙂

    1. Odpowiedz

      Złoto, srebro najkorzystniej odsprzedać u tego samego dealera, u którego je kupiłeś. Pod warunkiem, że kupiłeś u dealera, który ustanowił dla swych klientów korzystne warunki odsprzedaży. Zwykle prowizja przy odsprzedaży wynosi od 1,5 do 2 procent. I to jest poziom, po którym można poznać dobrego dealera. W przypadku gwałtownego kryzysu, kiedy ceny złota szybują 100 czy 200 procent powyżej ceny naszego kupna, chętnych na złoto będzie więcej. Dużym ułatwieniem procesu odsprzedaży jest zakup właściwej monety i unikanie sztabek. O tym pisałem w kilku odcinkach. Poszukaj na blogu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

0 shares