Nie wszystko złoto…(6) 

 

BITCOIN to jednak nie pieniądz

Trzy miesiące temu, jak ten czas leci, Rafał Trąbski zarzucił na naszych łamach że:

(…) Fijor przedstawia argumenty, które jego zdaniem świadczą o tym, że bitcoin nie jest pieniądzem. Pomimo, że zasadniczo zgadzam się z jego tezą (ale z innych powodów, niż przez niego wymienione), uważam, że przytoczone przez niego argumenty na poparcie jego tezy są błędne.

(…) Jak już wspomniałem, podzielam opinię autora „Nie wszystko złoto…” co do faktów: bitcoin za pieniądz uznać (jeszcze?) nie można. I to nawet pomimo, że niektóre państwa, takie, jak Japonia, uznały go już jako legalną walutę! Jakkolwiek kuszące może być korzystanie z jednego z tych określeń, gdy wyjaśniamy komuś niezorientowanemu, „co to jest ten bitcoin”, to z technicznego punktu widzenia, żaden ekonomista nie nazwałby bitcoina „pieniądzem”. Dlaczego?

(…) Pieniądz posiada swoją definicję: pieniądz to powszechnie akceptowany środek wymiany. Kluczem jest tutaj słowo „powszechnie”. Aby dane dobro – bitcoin niewątpliwie jest dobrem w sensie ekonomicznym: jest rozpoznawany przez ludzi jako środek do zaspokajania ich potrzeb (choćby potrzeby szybkiego transferu środków finansowych na drugi kraniec świata) – uznać za pieniądz, musi być powszechnie przyjmowane w handlu: w sklepach, płatnościach za rachunki, na targowiskach etc. Choć miliony entuzjastów bitcoina mogą płacić nim na całym świecie w tysiącach różnych sklepów oferujących najróżniejsze towary i usługi – od kawy po luksusowe jachty i wille – to jednak w porównaniu do ogółu rynków światowych, bitcoin ma bardzo ograniczony zasięg. Ekonomista powiedziałby, że jego pokupność jest niewielka: na 10000 losowych osób, nikt, albo zaledwie kilka zgodziłoby się przyjąć bitcoiny jako zapłatę w transakcji.

Bitcoin nie rozpowszechnił się wystarczająco, aby nazywać go „pieniądzem”.

Od podobnego stwierdzenia miał się zacząć szósty odcinek „Nie wszystko złoto…”, który ukazuje się dopiero dzisiaj. Od daty polemiki (maj 2017) bitcoin przeżył prawdziwą rewolucję, nie zmieniła ona na iotę mojego przekonania, że nie jest to  waluta w znaczenia, w jakim definiujemy pieniądz.

Bitcoin to co najwyżej zasób/aktywo, którym się spekuluje. I tworzy bańkę spekulacyjną.

Przypomnijmy, że od połowy maja 2017 wartość „waluty” Bitcoin (BTC) wzrosła od poziomu ok. $1330 za 1 BTC, poprzez cenę $3200, spadek do poziomu $1800, by 15 sierpnia 2017 osiągnąć rekordowego notowanie $4292. W chwili gdy piszę te słowa, to jest 16 sierpnia 2017, cena bitcoina to ok. $4080.

Pieniądz powszechny

Podstawową funkcją pieniądza jest jego łatwa wymienialność na inne towary. Złoto stało się pieniądzem dlatego, że nie tylko największa ilość konsumentów/inwestorów chciała je wymieniać na potrzebne im dobra, ale też dlatego, że właściciele dóbr chcieli złota. Złoto (pieniądz) było (i  nadal jest) elementem transakcji wymiany barterowej, czyli jednym z towarów, które wchodzą w wymianę barterową. Jest nim także banknot papierowy, pieniądz fiducjarny.

Płacąc banknotem 50 złotowym – który otrzymaliśmy ze sprzedaży książki Rothbarda Tajniki bankowości – za butelkę wina Chateau Valjean, dokonujemy de facto transakcji kryptobarterowej wymiany „książki Rothbarda za butelkę wina Chateau Veljean”. Jest to najprostsza droga dojścia barterem od wspomnianej książki do wina. Na tym właśnie polega rola pieniądza. Na prostocie i powszechności jako środka wymiany.

Można sobie, co prawda, wyobrazić (a) wymianę książki na BTC, oraz (b) wymianę BTC na wino, ale wówczas pojawiłby się najprawdopodobniej dodatkowy element tego barteru, mianowicie ryzyko, że w trakcie trwania wymiany narażeni będziemy na większe ryzyko zmiany ceny niż w przypadku ewentualnej zmiany kursu tradycyjnych walut/złota.

Powszechność środka wymiany w miarę wzrostu jego niestabilności spada. Powszechność wykorzystania złota jako środka wymiany tkwi w tym, że jego wartość jest stabilna. Innymi słowy, że koszty produkcji złota są stabilne. Że jego cena rynkowa jest stabilna. W przypadku BTC trudno w ogóle mówić o kosztach produkcji.

Z powyższego faktu wynika, że większość cen produktów, i to nawet w firmach przyjmujących bitcoina jako formę zapłaty, podawana jest wciąż w walutach tradycyjnych. Spośród firm należących do indeksu Standard & Poor’s 500, tylko 3-4 przyjmują bitcoina. Ale nawet i one nie traktują BTC jako waluty (pieniądza). Podobnie jest z resztą firm, które w okazjonalnych transakcjach przyjmują wprawdzie BTC, lecz przeliczają go niemal natychmiast na dolary, euro, yeny czy funty szterlingi. BTC w roli pieniądza traktowany jest jak gorący kartofel. Peter Schiff twierdzi, że zaledwie 3-5 procent marchandów zatrzymuje BTC na dłużej niż na kilka dób.

Z tego powodu – wbrew temu co twierdzą ambasadorowie kryptowalut – bitcoin nie jest żadnym schronem przeciw inflacji. A złoto nim mimo wszystko jest.

Cyfrowe złoto

Transakcję z użyciem BTC zapisać można jako następujący ciąg zdarzeń:

(a) wymiana towaru na dolar/euro/frank etc.

(b) w zamian za tak pozyskane waluty kupuje się BTC

(c) bitcoinem płacimy za towar, po to, by po drugiej stronie transakcji dokonać

(d) wymiany bitcoina na waluty dolar/euro/frank/funt etc.

BTC jest tutaj raczej zabawką, a nie środkiem wymiany. Na jakiej zatem podstawie zwolennicy bitcoina uważają, że płacenie przy użyciu BTC się opłaca? Rzekomo dlatego, że taki transfer pieniędzy (zapłata poprzez granicę systemu walutowego) przy użyciu bitcoina jest bardzo tani. Nie jestem o tym przekonany; po uwzględnieniu tych wszystkie kosztów kursowych przewalutowania to może wcale nie być żadna okazja.

Promotorzy bitcoina, analogicznie do terminu „złoto cyfrowe”, albo wirtualne (digital gold), traktują bitcoina jako walutę wirtualną (kryptowaluta). Nie bez powodu, popularne „logo bitcoina” przypomina monetę złotą, na którą wirtualne złoto może być wymienione w każdej chwili. Jednakże BTC w postaci impulsu elektronicznego nie jest substytutem żadnego towaru. Dlatego w swych dotychczasowych tekstach podkreślałem towarowy charakter pieniądza.

Wskutek wyższości dóbr „namacalnych” (tangible) nad dobrami niematerialnymi (intangible), transakcje „materialne” są akceptowane powszechniej niż „nienamacalne”.

A powszechność danego dobra/towaru jako środka wymiany dobra, świadczy o jego znaczeniu jako pieniądza. Wyższa powszechność akceptacji danego środka w wymianie to wyższa jego „pieniężność”. Jest ono bardziej pieniądzem niż inne dobra.

Reputacji BTC nie poprawi nazywanie emitentów „kryptowaluty” kopalniami. Również na podobieństwo złota, które wydobywane jest w kopalniach. Bitcoin, w przeciwieństwie do złota,  jest wytwarzany niemal bezkosztowo, a to rodzi pokusę nadużycia.

Perspektywa przekrętu jest mocną przeszkodą na drodze do powszechnego uznania BTC za środek wymiany, czyli pieniądz. Z tego powodu bitcoin jest co najwyżej obiektem spekulacji. Dlatego, chociażby, nie udziela się pożyczek nominowanych w bitcoinach, nie ma obligacji w bitcoinach, nie ma polis na życie w BTC. Żaden biznes, nawet biznesy akceptujące bitcoiny, nawet giełdy bitcoinów nie płacą w bitcoinach ani swoich podatków, ani czynszu, ani pensji. Te fakty dodatkowo oddalają kryptowaluty od roli pieniądza.

Być może w przyszłości bitcoin czy jego naśladowcy staną się wreszcie pieniądzem, w co ja osobiście nie wierzę, na razie jednak złoto, a nawet tradycyjne pieniądze (fiat money) biorące swą wartość ze złota (teoremat regresji), mają nad walutą wirtualną tę przewagę, że żółty kruszec pieniądzem już był, w ograniczonym sensie jest nim nadal, a BTC nie było i jak na razie nie jest.

Obszerniej na ten temat pisze niestrudzony amerykański wizjoner i finansista, George Gilder, w wydanej przez Fijorr Publishing książce Standard złota w epoce pieniądza cyfrowego, Warszawa 2016. 

Cdn.

Jan M Fijor

 

 

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

0 udostępnień