Festiwal obietnic (3)

Zdemonopolizować  ZUS

Za chwilę ruszymy w Polskę – rozpoczął swe wystąpienie w czasie konwencji PiS w Warszawie (14 marca 2018) premier Mateusz Morawiecki – by słuchać ludzi. By wiedzieć czego od nas oczekują. Naszą pierwszą propozycją będzie niższy ZUS!

Jeszcze dobrze w Polskę premier nie wyjechał, a już wie, że Polacy chcą niższych składek. Nie trzeba wyrafinowanej wiedzy politycznej, by wiedzieć, że rząd blefuje. W przeciwnym razie, wiedziałby naprawdę, że w kwestii podatku ZUS, ludziom nie chodzi o niższą składkę, lecz o to, by troskę o zdrowie, starość, o przyszłość pozostawić w ich rękach. Tym, czego pragną jest bowiem likwidacja podatków potrzebnych do finansowania programów rządowych i zastąpienie ich transakcjami rynkowymi. Ubezpieczenie można przecież kupować tak, jak kupuje się rower, samochód czy dom. Im więcej pieniędzy pozostanie w naszych kieszeniach.

Każdy Polak wie,  że ZUS jest nie tylko bardzo drogi, ZUS jest przede wszystkim  marnotrawny i byle jaki. Jak chodzi o ścisłość jest to kontrakt, w którym tylko jedna strona (płatnik) ma precyzyjnie określone zobowiązania. Druga (rząd) w zasadzie robi co chce i kiedy chce. Taka umowa, tym bardziej że jest wymuszona siłą, z prawnego punktu widzenia kontraktem nie jest: jest więc nielegalna i niewygodna. Widać to bardzo wyraźnie chociażby po tzw. sejmowym proteście rodziców dzieci niepełnosprawnych. Gdyby była to umowa, jak wszystkie inne, w której określono precyzyjnie daty obowiązywania, rodzaj i zakres świadczenia/zobowiązania, jego koszt, czyli wysokość składki, oraz wartość, nie byłoby problemu. Do protestu najprawdopodobniej by nie doszło.

Tymczasem legislatorzy, wbrew podstawowym, zasadom legalizmu, korzystając z prawa do użycia siły uznali, że wystarczy pobrać określoną składkę przyznając w zamian nieokreślone świadczenie, by obywatele się radowali i chwalili państwo opiekuńcze. I tak się z reguły dzieje dopóki rząd nie przekracza cienkiej linii cierpliwości społecznej, kiedy jednak staje się zbyt arogancki, czy opresyjny wówczas suweren sięga po siłę i władzę usuwa, a przynajmniej stara się jej uświadomić, że to on jest jednak podmiotem państwa.

 

O co chodzi protestującym rodzicom? Domagają się oni świadczeń dla siebie, i swoich niepełnosprawnych dzieci, które bez pomocy rodziny czy innych osób trzecich nie są w stanie same się utrzymać, dzieci.  Z punktu widzenia rządu i widzów TVP protest rodziców jest bezpodstawny i krzywdzący. Dlaczego? Bo rząd robi co może. Kiedy już, w obawie przed utratą stanowisk, zgadza się na warunki protestujących kosztami korekty obarcza nas. A przecież dzieci osób ubezpieczonych w ZUS też są ubezpieczone. Jeśli akurat urodziły się z defektem ciała czy umysłu, należą im się świadczenia. To nie jest dobra wola, czy łaska  rządzących, to jest wymóg umowy ubezpieczeniowej, do której władza nas przymusiła.

Podobne wątpliwości pojawiają się w kwestiach emerytur. Osoba, która przepracowała dodatkowo ponad 2 lata po przekroczeniu wieku emerytalnego jest zaskoczona tym, że z tytułu dodatkowych składek, które w jej przypadku wyniosły aż 30 tys. zł  jej miesięczna emerytura wzrosła tylko o niespełna 40 zł. Nawet pracownicy ZUS nie wiedzą, jak wyliczana jest wysokość świadczenia emerytalnego, czy rentowego, i jakie czynniki mają na nią wpływ. Takie są skutki monopolu państwa w sferze świadczeń społecznych. Obywatele czują się pokrzywdzeni, rząd też – problem w tym, że tylko my ponosimy konsekwencje, płacąc więcej za mniej świadczeń.

 

Dla dobra obu zwaśnionych stron warto by może zdemonopolizować świadczenia, i jeśli nawet powinny być one przymusowe, nie musimy wcale być skazani tylko na ubezpieczenie państwowe. Wystarczy przecież dodać ZUS-owi konkurencję. Tego zresztą wymaga uczciwość władzy wobec obywateli, którzy ją finansują. Tym bardziej, że dzięki demonopolizacji ubezpieczeń społecznych podatki na ZUS staną się zbędne, a to prawie połowa naszego budżetu. Z chwilą, gdy ubezpieczeni/obywatele będą mieć wybór pojawi się (a) rywalizacja między konkurującymi ze sobą ubezpieczycielami, co dodatkowo (b) podniesie jakość świadczeń i (c) obniży ich cenę. Rola rządu sprowadzi się do przestrzegania warunków jasno określonych umów. I nic więcej.

 

Do tego, aby tak zmieniony system działał prawidłowo nie potrzebny jest nawet premier. W zupełności wystarczy prokuratura i sąd. Znikną za to protesty zbiorowe, obietnice rządowe, zmniejszeniu ulegnie biurokracja – słowem  będziemy zdrowsi i zamożniejsi, a czyż nie o to właśnie wszystkim nam chodzi?

Jan M Fijor

milionerstwo.pl

 

Tagi: , , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis

Komentarze

    • MS
    • 10 maja 2018
    Odpowiedz

    Samo dodanie konkurencji ZUSowi wcale nie przyniesie poprawy. To, że będzie kilku ubezpieczycieli w sytuacji gdy ubezpieczenie będzie nadal obowiązkowe nic nie poprawi. Podniesienia jakości a zwłaszcza obniżenia ceny można się spodziewać tylko wtedy, gdy ludzie własnymi pieniędzmi najpierw będą głosować na to czy w ogóle chcą uczestniczyć w ubezpieczeniu (np. powierzyć własną emeryturę jakiemuś ubezpieczycielowi), czy wolą te pieniądze zagospodarować w inny sposób. Wtedy dopiero ubezpieczyciele będą zabiegać o to aby ich świadczenia były efektywne na tyle aby ludzie chcieli z nich korzystać, czyli świadczenia te muszą przynieść więcej korzyści niż alternatywne zaangażowanie pieniędzy. W sytuacji obowiązkowych ubezpieczeń, ubezpieczyciel nie będzie maił takiej presji – człowiek i tak musi to ubezpieczenie wykupić, choćby było ono marne i drogie.

    1. Odpowiedz

      Zgadzam się, że najlepiej byłoby zlikwidować przymus i zostawić kwestie ubezpieczenia samym ludziom, znając jednak klimat polityczny współczesnego świata wiem, że jeszcze przez wiele coś takiego będzie niemożliwe. Równocześnie wiem, że demonopolizacja i sprywatyzowanie kont ubezpieczenia – choć nie w pełni optymalna – znacznie sytuację poprawi. Tak było właśnie w Chile, gdzie wprowadzono konkurencję na rynku inwestycji, ubezpieczycieli, nie rezygnując z przymusu posiadania takiego konta. System emerytalny w Chile jest nadal nie tylko jednym z najbardziej rentownych w świecie, to na dodatek, jest motorem gospodarki tego kraju. Nie popsuły tego nawet wieloletnie rządy lewicy i śmierć :Pinocheta.

    • Zbigniew L
    • 13 maja 2018
    Odpowiedz

    Janek,
    ubezpieczenia SPOŁECZNE różnią się od ubezpieczeń tym samym, czym sprawiedliwość SPOŁECZNA różni się od sprawiedliwości lub krzesło elektryczne od zwykłego krzesła. Kamil Cebulski pisał na ten temat przy okazji obamacare . Przejście z systemu ubezpieczeń społecznych, czyli takich, gdzie wszyscy – biedni w mniejszym stopniu, a lepiej zarabiający w większym -składają się do jednego wora, z którego finansowane są świadczenia w wysokości absolutnie niezwiązanej z wysokością zapłaconych składek do normalnych systemów , gdzie wysokość wypłacanych świadczeń ma związek z zapłaconą składką, jest w obecnych warunkach niemożliwe. Żadne konkurencyjne systemy nie mogą i nie będą wprowadzone, nawet jak Korwin dojdzie do władzy. Choćby ze względu na prawa nabyte. Jedynym rozwiązaniem jest całkowita likwidacja systemu ubezpieczeń społecznych, zastąpienie go systemem finansowanym z podatków, nawet za cenę wliczenia składek do podatku i stopniowe sprywatyzowanie systemu. Np. poprzez stopniowe wyłączanie poszczególnych obszarów z państwowego systemu. Inna możliwość to wywołanie hiperinflacji, która prawa nabyte sprowadzi do śmiesznych i równych dla wszystkich kwot, pod warunkiem, że wszelkie świadczenia będą rewaloryzowane kwotowo w stosunku do świadczeń minimalnych. Dojdziemy wtedy do systemów anglosaskich, takich jak w Kanadzie czy UK z emeryturą obywatelską i niewysokimi świadczeniami rentowymi lub zasiłkowymi równymi dla wszystkich. To co proponujesz, czyli prywatne alternatywy dla ZUS-u , sprowadzą się do tego, że te nowe firmy chętnie ubezpieczą młodych i dobrze zarabiających, czyli tych, którzy finansują ZUS, a całkowicie wypną się na starych, biednych i chorych. Chyba, że państwo nakaże ubezpieczać wszystkich w równych proporcjach i bez dyskryminacji, co także nie rozwiąże problemu.

    1. Odpowiedz

      Swięte słowa!

        • Zbigniew L
        • 22 maja 2018
        Odpowiedz

        Najgorsze jest to, że takie systemy pokrywające zapotrzebowanie, już kiedyś istniały. Na stronach niemieckiego instytutu Misesa, był podany przykład, że np. na początku XX wieku w Anglii 90% robotników, miało zapewnione, zarówno ubezpieczenia zdrowotne jak i emerytalne. I to przez kogo? W większości przez związki zawodowe i prowadzone przez nie instytucje. Bez żadnego przymusu i niskim kosztem. W warunkach rynkowej konkurencji. W osiedlach robotniczych dostęp do lekarza był zapewniony 24 godziny na dobę, bo w osiedlu mieszkał dobrze opłacany „lekarz na wyłączność” , który znał wszystkich mieszkańców i był dyspozycyjny dla mieszkańców. Bez zapisów i kolejek. Jego usługi były wliczone w czynsz, podobnie jak usługi portiera lub concierge’a w co lepszych hotelach są wliczone w cenę noclegu. Lekarstwa zresztą były także tanie, bo lokalny aptekarz zadowalał się marżą 100% mieszając lekarstwa na receptę, a nie monopolistyczną marżą, w wysokości 10000%, jaką stosują obecnie koncerny farmaceutyczne, korzystając z państwowego przyzwolenia na łupienie pacjentów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Array 0 udostępnień