Poradniczek finansowy dla millenialsów (I)

Z racji swego wieku, a także przy okazji pracy z młodzieżą zauważyłem, że pokolenie tzw. millenialsów, czyli osób wchodzących w dojrzałość wiekową po roku 2000, różni się pod pewnymi względami od reszty pokoleń, z jakimi przyszło mi dotąd współżyć. Przejawia się to w wielu dziedzinach, najsilniej jednak różni się ono od innych pokoleń w swym stosunku do dorabiania się, do bogactwa, a więc zjawisk o charakterze materialnym.

Dlaczego właśnie oni

Gdybym w jednym zdaniu spróbował opisać tę różnicę, powiedziałbym, że millenialsi[1] – jak żadna inna z kilku ostatnich generacji – porusza się w swym życiu po omacku. I trudno się dziwić. Urodzili się w marksizmie, do szkół chodzili w keynesizmie, a ich wymarzony styl życia wymaga, aby byli kapitalistami. Dodatkową trudnością jest to, że dzisiejsi 21 – 35 latkowie wychowani zostali przez zdezorientowanych ideologicznie, politycznie, a zwłaszcza gospodarczo rodziców, nauczycieli, media i intelektualistów. Równocześnie, jest to pierwsze od sześciu, czy siedmiu ostatnich pokoleń, które urodziło się, i jak dotąd im się to udaje, żyje w pokoju i wolności. Pomimo takiego zamieszania historii, millenialsi – jak rzadko które pokolenie Polaków – są w dużym stopniu zuniformizowani. Ich atrybutami są: iphon, mp3, flipy, brandy, ciuchy markowe, Kiyosaki, czaty, high-tech, portale społecznościowe i inne gadgety. Pomimo takiej  różnorodności mają w życiu podobne problemy i popełniają podobne błędy. W naszym blogu skupimy się na ich aspektach finansowych.

Miłość do flipów

Millenialsi kochają flipy. Większość z nich w odnawianiu, restaurowaniu czy, jak kto woli, regenerowaniu nieruchomości upatruje swej wymarzonej wolności finansowej, w najgorszym przypadku zaś, szansy na dochód pasywny. Zanim jednak zdecydujecie się na kupno potencjalnego flipa, dobrze policzcie. Życie uczy, że prawie do połowy tego typu przedsięwzięć, inwestor…dopłaca. Powodem tego jest pominięcie kosztu alternatywnego, czyli zignorowanie w rachunku zysków i strat udziału własnego flippera. W czasie, w którym  b e z k o s z t o w o malujemy ściany, czy instalujemy rury, moglibyśmy przecież pracować dla kogoś innego i za swoją pracę otrzymać więcej niż kosztowałoby nas wynajęcie robotnika, który wykonałby naszą część remontu taniej i lepiej. Dodatkowym kosztem jest czas spędzony na działaniach zmierzających do zmonetyzowania flipa, już po zakończeniu procesu regeneracji.

I chociaż nie każdy flip jest inwestycyjnym knotem, do wielu z  nich po prostu dopłacamy z własnego kapitału. Co zatem zrobić jeśli po zakończeniu prac remontowych okaże się, że cena naszej pracy przewyższa wartość rynkową całości?

Jeśli nie musimy flipa sprzedawać ze stratą, nie róbmy tego. Spróbujmy zamortyzować swój wysiłek wynajmując wyremontowane mieszkanie/dom lokatorom, albo nawet rozbudowując go. Czas, w przypadku dobrze  kupionych nieruchomości, działa na korzyść ich właścicieli.

Konsumpcja jest dobra?

Wykształceni przez ignorantów ekonomicznych i ukształtowani przez zdezinformowane media, millenialsi, absolwenci poprawnych politycznie, państwowych  szkól są zdania, że (a) za swą ciężką pracą w  korporacjach zasługują na luksusową konsumpcję, (b) że konsumpcja ta jest dla nich czymś dobrym, wręcz cnotą, i jako taka doprowadzi ich do sukcesu, a także (c) że prosperująca gospodarka oparta jest na wysokiej konsumpcji. Niestety, żadna z tych charakterystyk nie zbliża się nawet do prawdy, a tym bardziej, nie przynosi swym wyznawcom korzyści. Dlatego mam dla Was kilka niedobrych wiadomości:

  • Starożytna reguła, że oszczędnością i pracą ludzie się bogacą, obowiązuje nadal. Bez oszczędzania nie ma dobrobytu, a nadmierne wydatki – i to nawet w sektorze najwyższych dochodów – prowadzą do nędzy;
  • Samo oszczędzanie w banku nie wystarczy, konieczne jest jeszcze długoterminowe inwestowanie tych oszczędności. Wsparciem dla tego procesu mogą być plany emerytalne (np. IKE, PPK) wyposażone w pewne preferencje podatkowe. Dochód zarobiony na inwestycjach jest opodatkowany łagodniej niż dochód z pracy;
  • Nie ci są bogaci, którzy dużo zarabiają, lecz ci, którzy potrafią większą część swego dochodu zatrzymać (oszczędzić i z powodzeniem zainwestować);
  • Aby oszczędzanie było możliwe i skuteczne, konsumpcja bieżąca nie powinna przekraczać 1/6 posiadanych zasobów. To znaczy, że człowiek posiadający (a nie zarabiający) majątek wartości 500 tys. PLN nie powinien wydawać na całą swoją konsumpcję więcej niż 83 tys. PLN, czyli mniej więcej 7,000 PLN miesięcznie (szału nie ma!). Aby więcej konsumować, trzeba więcej oszczędzać. Paradoks? Tak, ale możliwy do przezwyciężenia;
  • Przedsiębiorca „na swoim” zarabia zwykle więcej niż pracownik najemny nawet wysokiego szczebla zarządzania korporacyjnego.

Własny, ale ciasny

Wbrew panującej wśród millenialsów modzie, rozpoczynanie dorosłego życia od kupna domu (na raty hipoteczne), a tym bardziej posiadanie go za wszelką  cenę, nie musi być wcale dobrym wyborem. Z doświadczenia wiem, że czasem korzystniej jest mieszkanie/dom wynająć. Dotyczy to zwłaszcza przypadków, gdy kupujący millenials ma niewielką wpłatę własną i prowadzi prokonsumpcyjny styl życia.

Największym zagrożeniem dla stabilności finansowej w grupie polskich millenialsów jest nadmierne zadłużenie. O tym zjawisku więcej przeczytacie w kolejnym odcinku porad przeznaczonych dla omawianego pokolenia za kilka dni.

Cdn.

Jan M Fijor

milionerstwo.pl

 

[1] Przyjmuje się, że do tej grupy należą urodzone w latach 1981 – 1998.

Tagi: , , , , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis

Komentarze

    • Michał
    • 28 października 2018
    Odpowiedz

    Jak zwykle fantastyczny artykuł i cenne prawdy, które niby znane od lat a tak niewielu zdaje sobie z nich sprawę. Cierpliwość i determinacja w oszczędzaniu / inwestowaniu a oprócz tego asertywność w zakresie konsumpcji potrafią mocno zbliżyć do realizacji marzeń – np. zakupu mieszkania (za gotówkę!) dla siebie lub dla dzieci, pierwszego miliona czy szeroko pojętej niezależności finansowej. Ważne jest zrozumienie że w większości przypadków duże kwoty zaczynają się od odkładania niewielkich. Oczywiście większość nie chce czekać. Ale to może i dobrze. Gospodarkę napędza przecież konsumpcja. Nowe samochody, markowe ubrania, bywanie w klubach. Więc niech konsumują, kupują telefony, samochody na kredyt itd. A kto czyta tego bloga, niech uczy się i robi swoje 🙂 Nagroda nadejdzie. Na pewno. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Array 0 udostępnień