Rynek walut, czyli prawda leży w fundamentach

Mimo chwilowych spadków notowań funta brytyjskiego (GBP), i wzrostu parytetu dolara (USD) wobec wszystkich najważniejszych walut świata, rynek walutowy wraca do normy, czyli do mocnego funta, oraz słabnących: greenbacka (USD), oraz euro (EUR). Losy złotego rozstrzygną się w najbliższą niedzielę, 13 października 2019.

1.

Jak pewnie pamiętacie, mniej więcej 3 miesiące temu, na przełomie końca kadencji pani premier UK, Theresy May, i objęcia rządów na Downing Street przez, Borisa Johnsona, stanęliśmy na stanowisku, że brytyjska waluta (GBP) – mimo iż od referendum w sprawie  brexitu systematycznie dołuje  – wbrew pozorom, ma przed sobą świetlaną przyszłość. Uwierzyło nam wielu czytelników i sympatyków, co tym bardziej rozpaliło nadzieje odwiedzających bloga i słuchaczy kontestacja.com na dobry zwrot z pieniędzy ulokowanych w funcie szterlingu.

To, że z bloggera przedzierzgnąłem się w tradera walutowego było dziełem przypadku. Jeden z moich przyjaciół likwidował właśnie swoje lokaty w UK i USA, i przenosił je na hiszpański rynek nieruchomości. Zwrócił się do mnie o radę. Od jej trafności zależało, ile na tym swoim swapie zarobi, albo straci. Zadanie miałem trudne, gdyż wszyscy zawodowi analitycy przewidywali odwrotnie niż ja – ich zdaniem dolar miał szybować w górę, funt zaś dalej dołować.

2.

Nie jestem zawodowym traderem walutowym, jednakże już wiele lat temu zauważyłem, że parytet danej waluty zależy od jej fundamentów gospodarczych, od realnej siły gospodarki –  nie od polityki. Czasy przewidywania kursów na podstawie doniesień z frontu tej czy innej wojny dawno minęły. Pieniądz jest tak mocny, jak mocna jest gospodarka. Co prawda, na krótką metę świat daje się zwieść bieżącymi informacjami n.t. wojny celnej, czy innego politycznego tsunami, jak chociażby groźba impeachmentu prezydenta, czy atak irańskich dronów na pola naftowe Arabii Saudyjskiej, w skali długoterminowej fundamenty gospodarcze znacznie trafniej ukazują prawdę o wartości pieniądza. Dlaczego tak jest? Bowiem, w polityce kłamstwo jest czymś normalnym, wręcz normą; fałszowanie stanu gospodarki, nawet w tak perfidnym wydaniu jak to ma ostatnio miejsce w USA, jest znacznie trudniejsze, a prawda szybko wychodzi na jaw. Przy takim założeniu, musiałem postawić na walutę brytyjską, doradzając przyjacielowi zatrzymanie funta na lepsze czasy, o czym kilka słów kawałek dalej…

3.

Podzieliłem się swoimi wnioskami z Czytelnikami na łamach Milion Plus, prognozując tym samym dobre rokowania wobec funta szterlinga. Równocześnie, zapowiedziałem nadchodzący kryzys dolara amerykańskiego. I w tej sprawie, Czytelnicy uwierzyli mi ze znacznie mniejszym entuzjazmem. Trudno się dziwić, skoro doniesienia o wspaniałej kondycji dolara, za którego we wrześniu 2019 płacono ponad 4 złote, zdominowały niemal wszystkie depesze agencyjne. I chociaż miałem chwile zwątpienia, nie zmieniłem zdania, byłem bowiem przekonany, że sytuacja gospodarcza w Stanach Zjednoczonych, wbrew entuzjastycznym tweetom prezydenta Trumpa, w długim terminie musi doprowadzi do inflacji, a w konsekwencji do deprecjacji USD. W rezultacie doradziłem przyjacielowi, aby dolary[1] czym prędzej sprzedał w kantorze internetowym i wymienił je na euro, którego potrzebował w Hiszpanii[2]. Już w pierwszym tygodniu października 2019, okazało się, że miałem nosa; gospodarka amerykańska pokazała swe prawdziwe oblicze i dolar poleciał ok. 2,5 procent  dół. Prawdę o prawdziwej kondycji USD ujawnił rosnący poziom zadłużenia i deficytu w handlu zagranicznym, a zwłaszcza histeryczne apele prezydenta Trumpa, który od tygodni domagał się od Rezerwy Federalnej (czyli banku centralnego USA), aby czym prędzej obniżyła stopy procentowe i drukował pieniądze, gdyż w przeciwnym razie nie tylko on nie zostanie wybrany na drugą kadencję, a bankom zabraknie gotówki, ale być może nawet, wybuchnie w Stanach Zjednoczonych wojna domowa. Tym samym wcześniejsze opowieści POTUSA[3] o rzekomo fantastycznym stanie gospodarki USA okazały się jedną wielką ściemą. Gdyby tak było, zbędne byłoby przecież ratowanie gospodarki trickami Rezerwy Federalnej i powrót do polityki „zerowych stóp procentowych”, czyli dewaluowanie waluty amerykańskiej. Dolar od tego momentu  powoli, acz nieprzerwanie, traci w stosunku do większości ważniejszych walut świata. Jego cena z rekordowego poziomu ok. 4,03 zł za dolara, spadła 10 października b.r. poniżej 3,90 zł. I spadać będzie dalej, dlatego nadal doradzam ucieczkę od dolara i postawianie na złoto i srebro (www.mennicamazovia.pl)

4.

Skuteczność moich przywidywań byłaby wyższa, gdybym doradził przyjacielowi, by za pieniądze uzyskane ze sprzedaży dolarów kupił funty, lub przeczekał w PLN, a nie – tak jak to uczyniłem – doradził mu wymianę na euro[4]. Dlaczego tak zrobiłem? Być może przeraziłem się skuteczności swoich proroctw? A może, uległem presji grona bankowych i akademickich ignorantów ekonomicznych, jacy obsiedli główne stacje telewizyjne, dzienniki i blogi finansowe? Przecież od wiosny b.r. wiedziałem, że waluta unijna nie oprze się presji  prezesa Europejskiego Banku Centralnego, Mario Draghi’ego (Goldman Sachs), który uparł się na obniżkę stóp procentowych i to nawet do poziomu negatywnego, i słowa (w końcu sierpnia 2019) dotrzymał. Wiedziałem, że negatywne stopy procentowe – o czym napiszę wkrótce obszerniej – nawet w warunkach prosperity muszą doprowadzić gospodarkę Unii Europejskiej do recesji, a mimo to postawiłem na euro. I to był błąd. Nie powtarzajcie go, chyba że musicie. Przewiduję,  że jeśli nie pogorszą się fundamenty polskiego złotego, będziemy kupować euro dużo poniżej 4 zł.

To, że moje nieortodoksyjne i odosobnione przepowiednie na temat funta brytyjskiego się potwierdziły nie było ani dziełem przypadku, ani łutem szczęścia. Co prawda, Anglicy od gospodarowania i rozmów politycznych wolą przesiadywanie w pubach i tatuaże, ale nie wszyscy. Ci, którzy gospodarkę na Wyspach tworzą i jej pilnują mają bardziej wyrafinowane preferencje. Dla nich wynik referendum o wyjściu z Unii nie był aktem demokratycznej większości, lecz świadomym wyborem. Wyjście UK z UE, to dla Anglików czysty interes. W wyniku brexitu w kieszeniach podatników brytyjskich zostanie od kilku do kilkunastu miliardów funtów rocznie więcej, a pieniądze w rękach obywatela mają dwukrotnie większą wartość niż w rękach państwa, tym bardziej tak niedoskonałego, jak UE. Silniejszy obywatel, to silniejsza gospodarka, a silniejsze fundamenty gospodarcze, to mocniejszy pieniądz. Pozycji funta nie zmienią rozbieżności polityczne: co do granicy z Irlandią, czy unii celnej z Brukselą. Polacy w Anglii mogą spać spokojnie. Tylko czekać aż za 1 funta szterlinga dostaną 6, a może nawet 7 złotych.

Jan M Fijor

Blog Milion Plus

milionerstwo.pl

P.S. Zachęcam Czytelników do lektury książek wydawnictwa Fijorr Publishing (www.fijor.com), oficyny specjalizującej się w teorii austriackiej. Austriacka Szkoła Ekonomii to dziś jedyne narzędzie właściwego przewidywania trendów i oczekiwań nie tylko z sferze walutowej, pieniężnej, ale w ogóle w ocenie całej gospodarki (12 października 2019).

P.P.S. w sprawach doradztwa inwestycyjnego, czy przygotowania się do nadchodzącego kryzysu proszę telefonować pod numer; +48 600 745 945.

[1] W cenie ok. 3,98 zł za dolara.

[2] Kupował EUR po ok. 4,39 zł za euro.

[3] POTUS – pierwsze litery wyrażenia „President of The United States”.

[4] Przed weekendem 12/13 października euro oscylowało w okolicach 4,31 zł.

Tags: dolar, Draghi, euro, funt szterling, Hiszpania, kantor internetowy, parytet, PLN, Trump, złoto

Related Posts

Previous Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

0 shares