Strategia dla początkujących

W jaki sposób możemy wykorzystać dla naszych korzyści osobistych wrodzoną słabość inwestorów, którzy omyłkowo traktują inwestowanie jak każdy inny biznes, a przy tym często przepłacają za akcje dobrych, szybko rosnących firm?
Wiemy już, że inwestorzy i analitycy giełdowi, posługując się zwykle perspektywą krótkoterminową, doprowadzają do wzrostu cen znacznie powyżej poziomu, jaki usprawiedliwiają ich fundamenty. Dowiedzieliśmy się także, że większość inwestorów wykazuje wobec akcji spółek wzrostowych zbytni optymizm. Jednocześnie ignorują oni często stare solidne spółki, które rok po roku przynoszą całkiem zadowalające zyski. O ile skutkiem tych skłonności akcje o wysokim wskaźniku P/E są przeważnie przeszacowane i charakteryzują się słabą rentownością, o tyle akcje spółek mało spektakularnych, tradycyjnych, o niskim P/E są zwykle niedoszacowane, co stwarza nadzieje na wyższą rentowność.
W jaki sposób możemy wykorzystać dotychczasową wiedzę do robienia pieniędzy na giełdzie? Na szczęście, jak wspomniałem, aby osiągnąć ten cel, istnieje stosunkowo prosta strategia. W moich badaniach natknąłem się na niewielką, specyficzną klasę spółek, których akcje odporne są na kaprysy i mody giełdowe, i z tego powodu sprzedają się w rozsądnej cenie w stosunku do oczekiwanych zysków. Ta grupa akcji reprezentuje niecałe 20 procent wszystkich spółek znajdujących się w obrocie giełdowym na różnych parkietach. Są one tak nieatrakcyjne, że rzadko kiedy cierpią z powodu syndromu „burzliwego małżeństwa” opisanego w rozdziale 3. W tej klasie akcji cena rzadko kiedy rozmija się z wartością. Małżeństwo najczęściej pozostaje nienaruszone. W jaki sposób można zidentyfikować te spółki?

Sposób identyfikacji

Istnieje prosty sposób znalezienia dobrze zarządzanej i sprawnie działającej firmy bez konieczności angażowania tych wszystkich mechanizmów badawczych, przez które przechodzi inwestor chcący zidentyfikować swoją wymarzoną spółkę. Nie jest on doskonały, jednakże jest to dobra strategia dla ludzi, którzy pragną w prosty sposób znaleźć właściwy wehikuł inwestycyjny. Strategia ta jest w stanie pomóc nawet początkującym inwestorom, którzy dzięki niej mogą zidentyfikować nawet grupę firm, co do których panuje przekonanie, że nie tylko będą rosły, ale że będzie je można kupić po rozsądnej, niskiej cenie.

Ta strategia uwolni was od zmartwień związanych z koniecznością angażowania się w wybór czasochłonnych, wyrafinowanych technik analitycznych, zwłaszcza tych, które dotyczą oceny fundamentów, takich jak potencjalny poziom zysków, struktura kosztów, polityka płac personelu kierowniczego, zarządzanie gotówką, współczynnik zadłużenia czy opcje akcyjne. Możecie dzięki niej zignorować pokrętne koncepcje księgowe, jak np. „zwrot na inwestycji” czy wyliczenia wskaźnika P/E. Nie będziecie musieli przedzierać się przez firmowe statystyki z ostatnich dziesięciu lat ani nawet przez raporty bieżące. Możecie zapomnieć o ankietowaniu konsumentów firmy, jej dostawców, a tym bardziej dyrekcji w celu odkrycia ich umiejętności i doświadczeń produkcyjnych.
W swej klasycznej pracy zatytułowanej Common Stocks and Uncommon Profits Philip Fisher wyszczególnia piętnaście newralgicznych elementów mających wpływ na cenę akcji. Piętnaście! A moja strategia składa się z jednego punktu.
Równocześnie, dzięki mojej strategii, macie ogromną szansę pobić większość głównych indeksów giełdowych. To wspaniale znać taką prostą, nieskomplikowaną strategię inwestowania. W tej sprawie Doug Fabian zwykł powtarzać: „Inwestor jest ważniejszy od inwestycji”. Jeśli moja strategia byłaby zbyt skomplikowana, aby ja wykorzystać, do licha z nią! Większość inwestorów ją przecież odrzuci. Strategia prosta to zarazem strategia praktyczna.
Genezą mojej strategii jest porównanie poczynione przez Jeremy’ego Siegela między IBM a Standard Oil, o którym pisałem w poprzednim rozdziale.
Pamiętamy, że pomimo większego tempa wzrostu staromodna spółka Standard Oil zarobiła, rok po roku, więcej niż spółka technologiczna nowej ekonomii, IBM. Skąd taka różnica w zyskach? Wzięła się ona z dywidend! Cena rynkowa IBM była po prostu zbyt wysoka na to, aby przewyższyć zyski płynące z solidnej dywidendy wypłacanej przez Standard Oil/Exxon każdego roku.

„Wysoka dywidenda wypłacana przez Standard Oil była źródłem jej przewagi pod względem wielkości zwrotu na inwestycji” – oświadcza profesor Siegel. Pomimo mniejszego niż w IBM wolumenu sprzedaży i zysków, dzięki regularnym dywidendom Standard Oil pobił komputerowego giganta. Badania wskazują, że 97 procent aprecjacji wartości akcji pochodzi właśnie z dywidend.
O ile IBM ciągle odstawał od swej realnej wartości w rezultacie zbyt gorących emocji inwestorów podbijających cenę spółki powyżej średniej, o tyle Standard Oil/Exxon wyceniany był realnie i dlatego akcjonariusze tej spółki mieli stały, solidny dochód.
Coraz więcej dowodów świadczy o tym, że firmy płacące regularnie dywidendy wykazują się lepszymi wynikami długoterminowymi i niższym poziomem ryzyka niż spółki niepłacące dywidend, nastawione na szybki rozwój. Ponieważ są to najczęściej firmy ustabilizowane, o wysokiej lub średniej wartości kapitalizacyjnej, mające za sobą wieloletnią historię, wielkość dywidendy nie podlega jakimś ekstremalnym wahaniom, co ma miejsce właśnie w przypadku firm nastawionych na szybki wzrost, w tym także firm technologicznych. Te duże, solidne biznesy pożenione są zwykle ze swoją realną wartością.

tłum. JMF

P.S. Więcej na temat strategii, badania fundamentów, unikania strat i osiągania zysków znajdziecie w książce Marka Skousena „Inwestowanie w jednej lekcji”, z której pochodzi powyższy fragment.

 

Tagi: , , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Array 0 udostępnień