Refleksje o pomocy humanitarnej

Znalezione na Internecie:

Co do Ukraińców, to też jest w części przypadków tak, że ludzie, którzy przyjęli ich do swoich domów potem narzekają, a to, że Ukraińcy ciągle gotują, ciągle jedzą, ciągle piorą nie oszczędzając wody, że łazienka ciągle zajęta itd. I rozumiem, że ciężko się funkcjonuje jak jest więcej osób i jasne, że jest to powód do frustracji….

Z drugiej strony, to warto też zauważyć, że wiele osób – tych pomagających, oczekiwało po przyjezdnych, że będą ofiarami w taki sposób jak ci pomagający sobie to wyobrażają, że będą jacyś potulni, smutni, milczący. Że będą jak mebel, który pomagający po prostu postawią w domu i nie będzie przeszkadzać, a jednocześnie przez to niesienie pomocy będą mieli poczucie bycia dobrymi, nadadzą swojemu życiu głębszy sens.

Myślę, że wiele z osób pomagających nieświadomie oczekiwało czego innego od tych gości i kiedy ci goście nawet są dość normalni, to goszczący są i tak na nich źli za to, że ich rozczarowali i za to, że męczy ich ich obecność. Nie mogą tego otwarcie mówić, bo kłóci się to z ich wizją moralną, więc koloryzują wady gości i dochodzi do faktycznego skłócenia.

Nie mówię, że jest tak w przypadku wszystkich, bo absolutnie nie, ale jak najbardziej widać takie przypadki. Może gdyby takim ludziom goszczącym jak i ich gościom zapewnić jakieś rozmowy w stylu terapii związków, jakkolwiek śmiesznie to brzmi, to zaczęliby widzieć w drugim człowieku faktycznie człowieka, a nie przedstawiciela danej narodowości, zastanowiliby się nad sobą – z czego wynika ich podejście do innych, zaczęliby lepiej poznawać siebie, poszerzać swoją świadomość i może obie strony zauważyłyby w związku z tym, że zostały wykorzystane jak pionki w grze. Że w istocie są na siebie napuszczani. Że są rozgrywani tak sprytnie, że nawet osoby, które wychodzą z pozycji braterstwa w końcu kończą skonfliktowane, przy czym bywa że mocniej niż te, które od początku traktowały całą tę sytuację z rozsądnym dystansem.

Bo widzę taki schemat, że ludzie rozczarowani swoimi gośćmi. Nagle „nawracają się” na bycie „prawdziwym Polakiem”, co rozumieją jako nienawiść do Ukraińców i widzenie w każdym banderowca. I kolejna rzecz to też ta kwestia banderyzmu – tu padła inteligenta uwaga w tej rozmowie, że wyobrażenie przeciętnych Ukraińców na banderyzm może być i zapewne jest kompletnie odmienne od wyobrażenia Polaków. Są też oczywiście ci skrajni – naziści – ale jednak to nie jest większość i chyba warto by było o tym rozmawiać, ale tak normalnie wymieniając się myślami, bez zawstydzenia, bez tekstów „a co ty! nie wiesz?!” itp.

To jest zresztą podobna sytuacja jak z osobami LGBT, że są idealne do zbijania kapitału politycznego. Ogólnie bierzemy jakąś grupę prześladowanych lub/i słabszych – LGBT, uchodźców czy choćby kobiety i udajemy, że jesteśmy taaaacy dobrzy, tolerancyjny i się o nich troszczymy, bronimy ich przed wrogim światem nietolerancyjnej reszty, a w istocie ich wykorzystujemy.

Te wszystkie partie, politycy, którzy niby tak się troszczą zawsze „jakimś cudem” działają jednak tak, że ci, nad którymi roztaczają swą troskę kończą niszczeni. I tak naprawdę wcale nie chroni się ich praw, ani nie chroni się ich przed nienawiścią ze strony reszty społeczeństwa czy innych narodów, czy wyznawców innych religii, a wręcz doprowadza do sytuacji, które stawiają ich w roli prześladowanych, wyjaskrawiają ich odmienność, czynią proszącymi się wręcz o atak („bo się tak afiszują!”). A im bardziej są prześladowani, tym lepszy kapitał polityczny zbije polityk nawołujący do ich ochrony. I tym większe zrodzi podziały, co ułatwi mu manipulowanie i rządzenie podzielonymi ludźmi.

Tak są wykorzystywane różne grupy i może gdyby skupić się na tym mechanizmie takiego właśnie wykorzystywania – uświadamianiu tego ludziom jak i uświadamianiu im, że się to zauważa, że są tak wrednie traktowani (w tym wypadku Ukraińcy, a nie my Polacy), to myślę, że przynajmniej u części z nich wywołałoby to pozytywny odruch i mogliby w tym dostrzec prawdziwą troskę i powód do poczucia braterstwa. Choćby właśnie wywołanego tym, że i my, i oni, są tak rozgrywani i wykorzystywani.

Jeszcze inna kwestia to może jakieś inteligentnie ujęte (bez żadnych złośliwości itp.) uświadamianie Ukraińcom tego, że dostawy broni wcale nie są w ich interesie, bo tylko przedłużają wojnę, zwiększają liczbę ofiar, zniszczenie kraju i zadłużenie kraju. Że w ten sposób wcale nie mają szansy na odzyskiwanie kraju, a wręcz odwrotnie – na jego utratę – ze względu na to galopujące zadłużanie go. Że każdy kraj, który oferuje taką „pomoc” – nie pomoc humanitarną – tylko pomoc militarną – tak naprawdę robi to dla własnych korzyści, bo on na tym zarobi, a Ukraina ciągle tylko traci.

Może warto próbować uświadamiać takie kwestie. Widzieć podobieństwa w tym jak zadłużane są nasze kraje i jak jesteśmy wewnętrznie skłócani. Bo te podobieństwa faktycznie są i to jest realna podstawa do bratania się i bycia nie przeciwko sobie, a po tej samej stronie, do rozumienia się.

elo888, głos w dyskusji

Znalezione na: rumble: WiedzaDlaWszystkich („Kończymy z podziałami”)

 

Tags: banderowcy, ofiara, pomoc, Ukraina

Related Posts

Previous Post Next Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

0 shares